wtorek, 28 grudnia 2010

Świąteczne filozofowanko;)))

Jak to mówią: święta, święta i po świętach... niestety!!! Wielki return do szarej rzeczywistości. Od jutra robienie prezentacji i trzeba wziąć się do nauki. Tęsknię za ludźmi ze szkoły, ale jakoś mi się tam szczególnie nie spieszy. Fajnie jest zajadać się popcornem, chipsami, czekoladą i popijać colę z czteropaku, oglądając jeden z najlepszych seriali (czyt. T.V.D- nie rozwinę- sprytni się domyślą);DDD Internet mnie nie zawodzi- filmy online naprawdę szybko się ładują;))) Mam nadzieję, że dostanę kilka kopów energetycznych przez te wolne dni. Uhhh.... jak ja tego potrzebowałam. Jutro śpię do 10.00 (znowu);ppp. Potrząsnę tylko Aniołkiem na dobranoc i senne marzenie się spełni (Ang- od Angel).
A i... święta to jeden z niewielu okresów w roku, kiedy nie zżerają mnie wyrzuty sumienia po zjedzeniu tony smakołyków.... no dobra, po świętach też sobie trochę pozwalam;ppp
P.S. Po tej coli cała jestem naenergetyzowana- aż mi się ręce trzęsą;)))

piątek, 5 listopada 2010

...

Uwielbiam naszych nauczycieli!!! Są genialni! Pani od fizyki porównała omegę do krągłego tyłeczka! To mi się podoba! Oni są tacy... bezpośredni. A i ja jednak sprzątnęłam ten gruz i buduję fundamenty już na czystej powierzchni...;))) Bo COGITO ERGO SUM mnie rozwala! ;ppp

środa, 18 sierpnia 2010

niezrównoważona idea

Pewnego dnia do domu Kasi przychodzi listonosz. Zaciekawiona zbiega na dół otworzyć drzwi. W progu niski, ubrany na niebiesko facecik, podaje jej czerwoną kopertę zaadresowaną do jej mamy. Co robi Kasia? Ładnie dziękuje listonoszowi, podpisuje, co trzeba i leci prosto do swojego pokoju, żeby zajrzeć do środka. Nieporadnie chwyta za metalowy pilniczek do paznokci i z podekscytowaniem rozrywa papier. Jest! To list. Odgina złożoną w kwadracik kartkę i czyta:

Kasiu! To ja mama. Pamiętaj, że nie można czytać cudzej korespondencji!!!

Wyświechtane banały! Powiedzenia typu: "Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe" czy "Nie włazi się z butami do czyjegoś życia" zdecydowanie nie mają zastosowanie w dzisiejszym świecie. Jeśli ktoś oprócz mnie zauważył, że naruszanie prywatności na naszym globie jest przesadzone, niech krzyknie: Wiwat złudna demokracja!!! Imperatyw kategoryczny...

czwartek, 22 lipca 2010

Moja próżność

Tak się własnie zastanawiałam, czy jestem próżna. I doszłam do wniosku, że trochę tak. Niestety. Wygląd mnie obchodzi (w jakimś tam stopniu przynajmniej). Mam kompleksy! To jest okropne. Nie lubię czuć się jak pusta lala. UGH!!!!

sobota, 10 lipca 2010

Filozofka...

Jak uciec przed problemem? Odpowiedź jest prosta: Nie można tego dokonać. Potrafimy go zamaskować, udawać, że nie istnieje. Niestety nigdy nie umkniemy losowi. On lubi robić nam numery, które potem są rodzajem niezabliźnionej rany. Rany, która wcześniej miała wpływ na nasze życie. Zepsuła coś i na zawsze odmieniła czyjąś egzystencję...

czwartek, 8 lipca 2010

Takie życie...

Dlaczego los lubi płatać figle? Kiedy myślisz, że wszystko będzie OK, to nagle BUCHHHH!!! I jesteś na samym dnie swoich oczekiwań. To niezwykle wkurzające, prawda? Bo wtedy wszystko się zapada. Jakby jeden klocek z masy klocków Twojego życia się wyłamał, a budowla się zawala. Do kituuuu!!!

środa, 7 lipca 2010

Rozmyślam.

Jak człowiek tak czasem sobie myśli nad swoją egzystencją, to w końcu dochodzi do wniosku, że jego życie opiera się tylko i wyłącznie na jakiejś pozbawionej sensu rutynie. Na przykład moje życie to wieczne kucie. Kto by tak chciał? Ugh! Oglądamy filmy, czytamy książki i pojawia się w Nas nadzieja na coś zupełnie złudnego. Chociażby "Zmierzch". Każdy (no może i nie każdy, ale prawie...) ma na koncie lektur przeczytanych tą powieść. Saga jest fascynująca, ale daje mylne wrażenie o świecie. Daje nadzieję na coś nierealnego. Wtedy przekonujemy się, że jesteśmy zwykłymi szarymi myszkami w porównaniu do bohaterów. I tak się zastanawiam: czy to dobrze, że wchodzimy do świata baśni i legend i zostajemy pozbawieni rozumu? Możliwości racjonalnego patrzenia na świat? Moja odpowiedź, to... TAK!!! Bo ludzie potrzebują rozrywki, wyrwania się z tego codziennego wyścigu szczurów.

piątek, 2 lipca 2010

Taaak...

Co za paranoja! Dostałam się do swojej wymarzonej klasy! Moja euforia trwała kilka dni. Do dziś jestem w szoku. Chyba napiję się kawy, żeby ochłonąć. Oczywiście zimnej...

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Kolejna dawka narzekań;)))

Nienawidzę napięcia! Po prostu nie znoszę! Serce wali jak młotem, a ja nic nie mogę na to poradzić. Nic mi się wtedy nie chce robić. Myślę tylko o tym, co przyniesie los... Często się dygam. Tak. Ja się dygam. Boję się, że moje marzenia o dostaniu się do pewnej szkoły legną w gruzach. Może nie chodzi o szkołę, bo tam mam wielkie szanse się dostać. Bardziej martwię się o upragnioną klasę. Moja średnia jest całkiem wysoka jak na gimnazjalistkę, bo aż 5, 7. Brałam udział w różnorakich konkursach i nieraz byłam laureatką. Fajnie... Wiem- mam spore możliwości, ale nie da się wpoić człowiekowi tego typu rzeczy. Ludzie z natury wariują. Chyba lubimy kopać sobie grób. Tak myślę. Doszłam do wniosku, że już i tak musztarda po obiedzie. Jeśli to, o czym tak marzę się spełni, to nauczę się robić szpagat! To mi pasuje. W końcu jestem na najlepszej drodze. Mój mózg świruje... Nie zdziwię się, jeśli trafię do wariatkowa jeszcze przed zakończeniem wakacji. A może to byłoby jakieś rozwiązanie? Dobra... Trzeba się jakoś odstresować. Ktoś ma pomysł jak to zrobić?
Ps. I jeszcze jedno- ja się nie chwalę swoimi osiągnięciami. Po prostu lubię wyjaśniać pewne sytuacje, bo niektórzy nie skumają o co chodzi. ;)))

niedziela, 27 czerwca 2010

Taka mała czarna

Moja "mała czarna" to wbrew pozorom wcale nie sukienka, lecz kawa. W sumie nie wiem, dlaczego nazywam ją "mała czarna", skoro jest koloru cappucino. Tak mi się jakoś spodobało. To mleko sprawia, iż traci swoją naturalną barwę. Taaak... wlewam go więcej niż być powinno (zazwyczaj kawa składa się na 1/4, a mleko na 3/4). I duuuużo cukru. Wiem, że to niezdrowe, ale za to jakie smaczne... Ymmm... smakowite!
Ps. Nie wiem, co robić... tak mi nudno. Nie mogę się doczekać 'empikowych' zakupów!!!;)))

piątek, 25 czerwca 2010

Moje biadolenie;)))

Hej, hej! Jak tam leci? Dobrze? No to fajnie..
Tak czasem sobie myślę (znaczy od dziś) czy warto się przejmować tym, iż coś się kończy... Bo wiecie.... W sumie spędzacie z kimś cały swój czas i nagle zdajecie sobie sprawę, że już nigdy w życiu nie spotkacie się w takich samych okolicznościach. Coś innego będzie Wami kierowało. Dziwne, bo myślałam, że przejmę się zakończeniem edukacji w gimnazjum... wiecie... że się rozryczę (a to nie w moim stylu, dlatego unikam łez jak ognia). Cóż... tak nie było. Oczywiście jest mi smutno. W moim życiu pojawią się inni ludzie- inni nauczyciele, znajomi. Jest mi z tego powodu troszeczkę żal. Ani przez chwilę nie chciało mi się płakać, to mruknęłam sobie pod noskiem: "Brawo!". Taaak... ale jesteśmy tylko ludźmi i wiadomo, że bardzo łatwo się do kogoś przywiązujemy.... no i będę tęsknić za moimi przyjaciółmi.
Z drugiej strony... Właśnie! Nowe kumpele. To chyba (?) cudowne uczucie, kiedy nikt cię nie zna (no prawie...)? Inne życie na Was czeka... Tamto już nie powróci. To tak, jakby się zerwało z dzieciństwem... W sumie... dziwne. Tyle, że mimo, iż chcemy się oderwać od pewnej trzyletniej rutyny, to boli nas świadomość, że nie tylko my znajdziemy nowych przyjaciół, ale i nasi dawni koledzy znajdą sobie kogoś innego... Trzeba to przyznać, że jesteśmy małymi egoistami. Ja- zdecydowanie jestem egoistką. I dobrze, bo inaczej chyba bym umarła. Wolimy zachować coś dla siebie i się tym nie dzielić. Ktoś może cierpieć z naszego powodu, ale my z powodu tego kogoś nie możemy... "Nie można zjeść ciastko i mieć ciastko". To stwierdzone naukowo (chyba, że ktoś sobie kupi całe opakowanie, ale wiecie, o co mi chodziło...).
Z góry przepraszam za moje biadolenie. Ja już tak mam... I często się powtarzam... i filozofuję... Taka mała charakterystyka mojej osoby (w pigułce) ;)))

piątek, 19 marca 2010

... i widać tylko nasze białe twarze...

Fotki z porannej sesji... Nic nie mówimy, bo MIMY milczą...

Ja, to ta po prawej;) Nasze usta mówią same za siebie...
Jestem brunetką... blade twarze...

Wybór...

Kim jestem? Rurką z kremem czy może szarlotką??? Rurka jest słodka, naładowana kremem i nasyca, ale ta przyjemność nie trwa długo- nigdy nie możesz się nią nacieszyć. Natomiast szarlotka może niekoniecznie aż tak dobrze smakować, ale za to ma bogatsze wnętrze, jest cięższa i pełniejsza... Więc kim Ty jesteś??? Dajesz się sobą nacieszyć innym przez krótszy czas i unikasz zaangażowania, bo twoje wnętrze jest puste??? Czy może zostajesz z kimś na dłużej i oddajesz się całą sobą??? Wychodzi na to, że ja jestem pustą rurką...


Szarlotka

czy

Rurka z kremem???

sobota, 6 marca 2010

"What is your problem?"

I don't know it!!! Really.
Nie macie wrażenia, że "czasem" ekspedientki w sklepie Was śledzą. Pewnie myślą, że chcemy coś ukraść, a to nie jest na miejscu. Natomiast, gdy jesteście z rodzicami (czy z kimś starszym) to wszystko jest OK. Denerwuje mnie to, że HEJ!!! Ugh!!! Trochę kultury i zaufania!!!




piątek, 5 marca 2010

Coś;)))

Niezbyt wiele planów... Jutro czeka mnie znienawidzona wędrówka po sklepach. Hmmm... Taaak. Dzisiaj mieliśmy bardzo ciekawe spotkanie z księdzem, który na serio jest na luzie:))) To chyba wszystko...;)))

sobota, 27 lutego 2010

Odpowiedź;)))

No... Na początku było drętwo, ale jakoś się dogadaliśmy. A... nie mam wyróżnienia... nie zdobyłam ani trzeciego, ani drugiego miejsca... Za to zdobyłam pierwsze miejsce!!!

piątek, 26 lutego 2010

Dzień z życia Moniki

Mogłabym powiedzieć: "Hmmm... Dzień jak co dzień". Za wiele obowiązków, za mało rozrywki. Kolejna "odpowiedzialna" porcja nauki. Mam już tego dosyć. Na szczęście jutro po 19.00 będzie już po wszystkim. Po tym męczącym konkursie z Unii Europejskiej. Uczyłam się, trochę pamiętam. Może się uda, może nie. Najgorsze jest jednak to, że praktycznie nie przejmuję się wynikiem, a tym, iż muszę tam jechać autobusem z nauczycielką i bliżej mi nieznanym chłopakiem. Rozumiecie, więc.... jestem nieco spięta. Jak Wy byście się czuli i jak postępowali w mojej sytuacji??? Mam stracha. Dygam się. Będę tam sama. To taki test "dorosłości" dla mnie??? Chyba tak. Załóżmy, że będę chciała gdzieś pójść, np. do łazienki czy do sklepiku... zawsze przebywałam z moimi kumpelami... Tak, to chyba naprawdę test odpowiedzialności lub "Dzień znęcania się nad Moniką" (taaa... to moje imię...).Zobaczymy. Trzymajcie kciuki. Spróbuję jutro napisać jak mi poszło. :))) Aha... i... polubiłam HAPPYSAD;)))
Na koniec parę moich zdjątek;)))


Na poważnie...
("kofeinki" pod oczami, wypukłe usta i długie rzęsy... nie moje)

Wyrównaj do środka
Wiem, że prześwietlone, ale mnie się podoba.
Charakterystyczne oczy;)))

sobota, 20 lutego 2010

;)))

Nie uważam się za walniętą tylko dlatego, że nienawidzę chodzić po sklepach z ciuchami. Nie. Wiem, iż pewnie większość z Was kocha robić takie zakupy, ale ja po prostu nie mogę tego znieść. (to taka informacja o mnie)
Po drugie: mam super przyjaciółkę. Taka mała wariatka. Myślę, że ona i moja siostra to takie dwie pokrewne dusze. Mają podobny styl. Mam nadzieję, że ich przyjaźń przetrwa wieki.
Kolejna sprawa: depresja. Raz mam wrażenie, że wszystko zawalę, a niekiedy noszę podniesioną głowę i wiem, że dam radę.

Coś na rozgrzewkę;)))

Wczoraj miałam urodziny, a dzisiaj mam przyjęcie... i gości. W sumie to się cieszę, ale smutno mi, że urodziłam się prawie na początku roku, przez co jestem starsza od moich przyjaciół o parę miesięcy. To trochę dziwne.
Mam pytanko: Piszecie opowiadania? Ja tak. Mam kilka "pomysłów"? Dzięki temu czuję się wolna. Czasem mam wrażenie, że tworzę nowy świat i tylko ode mnie zależy, co się wydarzy... To jest naprawdę super.
OK. Pytanie nr 2: Lubicie jeść? Ja ubóstwiam. No dobra. Niekiedy myślę: "Jej! Chyba powinnam trochę zwolnić, bo stanę się grubiutkim Puchatkiem". Hmmm... możliwe, możliwe. Tylko po cholerę mam rezygnować z czegoś, co tak bardzo lubię?! Jestem niska, ale nie gruba. Jestem... przeciętna;))) Tak, to chyba najwłaściwsze określenie.
Pytanie nr 3: Wy też macie zawalony tydzień? No wiecie: kartkówki, klasówki, konkursy... Ja mam już tego, prawdę mówiąc, dosyć. Zresztą, kto by nie miał?
Na koniec tego posta (?) chciałabym Wam polecić znakomity film: "Julie & Julia". Na serio świetne. Kiedy Meryl Streep coś "wypali"... klękajcie narody!!!

piątek, 19 lutego 2010

Jeszcze raz;)))


Jeszcze raz. Po co jest ten blog? On jest dla mnie. Muszę jakoś odreagować. On jest dla Was. Musicie się trochę ponudzić;)))
Niedawno zaczęłam intensywniej oglądać GREY'S ANATOMY. I bez urazy, ale jeśli ktoś twierdzi, że seriale nie poprawiają humoru i że nie wpływają na człowieka, to się grubo myli!!! O tak!!! Wiem, co mówię (a raczej piszę, ale mniejsza). Kiedy mam na to ochotę i czas (ostatnio coraz mniej- nauka, nauka i jeszcze raz nauka) po prostu odpalam notebooka i oglądam do znudzenia.
Kolejna sprawa. Jestem odpowiedzialna. Uczę się, bo tak trzeba. Mam całkiem niezłą średnią, ale moi znajomi nie potrafią zrozumieć dlaczego się tak "męczę"(czyli: dlaczego kuję)? Otóż: Bo tak trzeba. Bo wiem, że dzięki temu coś w życiu osiągnę. Wiecie co? Ja nigdy w życiu nie ściągałam. Nigdy. I jestem z tego dumna. Inni sądzą, że to idiotyzm uczyć się (no skoro można napisać ściągę)... i co? Co im z tego? Ja przynajmniej wiem, że się staram. Okropnie się stresuję przed każdą klasówką. Kiedy jest już po wszystkim, to wiem, że wykonałam kawał niezłej roboty... I to daje mi satysfakcję. I to wzmacnia moją motywację...
Aaaa... i nie znoszę hip-hopu i rapu. Nie mój styl. Za to 4 Vega- LIFE IS BEAUTIFUL... fajne;))) (pani z j. polskiego zabiłaby mnie chyba za to: fajne) :)))
Ps. Olać innych. Jeśli im coś w Tobie nie pasi, to ich olej. Nie są warci Twoich nerwów.


Wstęp

Jak się czujecie? Dziwnie? Bo ja tak. Czasem czuję się po prostu dziwnie... czasem wolę, żeby mnie nie było... Niektórzy myślą, że pisanie pamiętników w formie blogów to banał... taaak... ja do tych osób należę. Nie powiem o istnieniu tego bloga moim znajomym. Chciałabym, by był on czytany... hmmm... nie z litości. Może czasem będę popełniać błędy, może czasem się do tego nie przyznam. Umówmy się- ja jestem twarda. Nie lubię przegrywać. Mam swój honor;)))
To był taki mały wstęp. Teraz pora na rozwinięcie. Macie czasem wrażenie, że nie istniejecie dla innych ludzi? Że Wasi znajomi Was olewają? Że mówią: "Jesteś dla mnie tak samo ważna jak ona"- stwierdzają??? Moi przyjaciele tak robią, choć ja znam prawdę. To nie chodzi o to, że dostałam mniejszą kartkę na WALENTYNKI niż ta "druga"... nie, nie o to chodzi. Po co kogoś okłamywać, że ten KTOŚ jest tak samo ważny jak pozostali, kiedy prawda wygląda zupełnie inaczej? Komu wtedy zaufać? Komu się zwierzyć? Ja mam wiele takich sekretów, które należą tylko do mnie. Dlaczego? Bo przyjaźń w parę osób się nie sprawdza. Ty KOMUŚ zaufasz, a ten KTOŚ wygada swojej drugiej przyjaciółce... Tak to jest. Naprawdę lepiej mi jest być samej. Nie muszę cierpieć. Wprowadzacie kogoś do swojej paczki, po czym ta osoba wsiąka w nią, a Ty się oddalasz... Jak jest z Wami? Jakie są Wasze przeżycia, rozterki? Wiem, że nie powinnam się nad sobą użalać i tego nie robię. Wiem też, że wiele osób ma gorsze problemy. Jednak nawet te małe potrafią wysysać z nas szczęście.